Wyprawy i inne 2013



 

Odkrywanie zimowej Okrzejki (2013-02-10)


Członkowie wyprawy:
- Wojtek Chyczewski (WCh)
- Marek Mazur (MM)
- Ania Ostapowicz (AO)
- Agnieszka Uklańska(AU)
oraz: Tadeusz Samul


Zmotywowani ambitnymi  zapowiedziami  kolegów planujących ausery na Jeziorce i na tajemniczej rzece pod Józefowem, aby nie być gorszymi, postanowiliśmy zmodyfikować plan naszego niedzielnego pływania i przesunąć start w górę Okrzejki  do szosy lubelskiej, wydłużając trasę spływu o 10 kilometrów w stosunku do KiM-owskiego spływu z roku 2008.

Na starcie w Żabiance zameldowaliśmy się we czwórkę: Agnieszka, Ania, Wojtek i  ja, rejestrując po drodze poranną temperaturę na poziomie minus 4. Dziewczyny przywiozły świeżość i ambicję, a Wojtek przywiózł swój najnowszy patent lodowy, który chciał wypróbować na trasie. Była to prototypowa konstrukcja, nazwę ją półczekanem, zbudowana z handlowego drążka i tnącej części zębatych nożyc ogrodowych.

Poziom wody w rzece  był wyższy niż normalnie i nie było zalodzenia. Urody Okrzejce, oprócz naszych koleżanek, dodawała wszechobecna śnieżnobiała pokrywa.

Okrzejka w tym miejscu była nadzwyczaj szeroka, mierzyła ponad 5 metrów,  koryto było praktycznie wolne od przeszkód,  więc łatwo było złapać odpowiedni rytm wiosłowania. Po kilku minutach przyhamował nas półmetrowy jaz, pod którym mimo niewielkiej wysokości  poczuliśmy pracę odwoju i następującego za nim wiru. Masa wody robiła swoje, więc postanowiliśmy przełożyć skoki z licznych jazów na cieplejsze czasy.
Rzeka na początkowym odcinku spływu łagodnie wiła się po obrzeżu stawów hodowlanych w Trojanowie, by szybko dotrzeć do zastawki młyńskiej w Trojanowie Starym.

Wojtek, który pierwszy zbliżył się do lokalnej drogi przechodzącej pomiędzy zastawką i rozpadającym się młynem, został godnie przywitany przez zmotoryzowany patrol policyjny, przyjaźnie zainteresowany naszą grupą i mniej przyjaźnie zainteresowany Wojtkowym patentem, wykorzystywanym do pokonania pasa nadbrzeżnego pasa lodu. Dla porządku podamy, że wąski przesmyk pomiędzy stawidłami i mostem jest trudny do pokonania, zdecydowanie tylko dla ambitnych.

Zabytkowy drewniany młyn pokazywany na Youtube jeszcze w pełnej krasie, nam pokazał wnętrze, już bez środkowej części ściany nad upustem.

Poniżej młyna pojawiało się trochę przeszkód zmuszających do wysiłku, ale i dających możliwość wykonania ładnych zdjęć.  W miarę szybko dopłynęliśmy do następnej zastawki zlokalizowanej pod lokalną drogą z Kozic do Trojanowa.

Do ruin młyna w miejscowości Kozice-Mika podobnie, tyle, że dłużej. Ładne plenery zdjęciowe na przeszkodach i ciemna plama lasu w tle, przed ujściem rzeki Korytki.

Obok ruin młyna ze stożkowym kołem napędowym dominującym na szczycie gruzu, bystry zjazd w przez zdemontowane koryto upustu.  Poniżej, w odległości kilkuset metrów, mostek i  chwilę później linia kolejowa do Dęblina, a następnie dłuższy odcinek spływu do Woli Życkiej,  zakończony rozlewiskami przed zastawką kolejnego upustu.

Młyn w Woli Życkiej przetrzymał dwie wojny ale nadpalony w wyniku pożaru z 1999 roku i rozkradany, może nie wytrzymać próby czasu.

Pobliski sklep tym razem był zamknięty i nie mogliśmy pozdrowić sklepowej. Leszku, przykro nam.
Po dwóch kilometrach następna zastawka w Jabłonowcu, skąd zaczyna się najpiękniejsza część Okrzejki. Koryto rzeki płynie wzdłuż wysokiego, zalesionego brzegu, stanowiącego skraj Wysoczyzny Żelechowskiej, z licznymi domkami letniskowymi. Koryto główne poczatkowo płytkie prowadzi tylko część wody Okrzejki, po kilometrze młynówka łączy się z korytem głównym.

Prąd rzeki jest zdecydowanie szybszy niż w górnym odcinku, Okrzejka wyraźnie meandruje, a w korycie napotykamy sporo przeszkód. Mnóstwo gałęzi zwisających niemal do lustra wody, chętnie zrzucających za kołnierz kajakarzy mnóstwo świeżego puchu. Poza tym, kłody w rzece, trochę drzew świeżo ściętych pod bobry, zmuszających do pełzania w kajaku pod spodem. W sumie sporo gimnastyki, a w międzyczasie   podziwianie prześlicznych, zimowych pejzaży. Niestety, nie zdołałem wszystkiego uwiecznić, wcześniej automatyka aparatu odmówiła posłuszeństwa.

Przed miejscowością Godzisz Okrzejka coraz szersza, płynie wzdłuż wysokiej, podciętej skarpy zlokalizowanej po prawej stronie. Zostajemy zaproszeni na kiełbaski z ogniska przez liczną rodzinę piknikującą na górze, ale grzecznie odmawiamy, bo sporo drogi jeszcze przed nami. Przed zastawką w Godziszu duży zalew, na brzegu następna grupa mieszkańców, żywo zainteresowana naszą grupą.

Urodziwy szlak ciągnie się aż do Oronnego, gdzie rzeka płynie prawie prosto pod dużą ilością uciążliwych kładek i trochę mniej uciążliwych mostków.

Za Oronnem jest zdecydowanie zwałkowo, mijamy po prawej zastawkę, przez którą spływa część wody tej rzeki do Pytlochy. Przy wejściu na staw młyński wita nas zwałka pierwszej kategorii. Gdy dopływamy do młyna w Podzamczu, zmierzcha i robi się przenikliwie zimno.

Nasze koleżanki spisały się dzielnie, nie było po nich widać śladu zmęczenia, a przepłynęły 24 kilometry Okrzejki, czyli więcej niż dwie pozostałe supergrupy razem.

Marek Mazur
Zdjęcia Wojtka Chyczewskiego i autora tekstu