Wyprawy i inne 2009



 

Wisła Sandomierz-Góra Kalwaria 208 km w jeden dzień - repeta (2009-07-11)


Członkowie wyprawy:
- Marcin Chodorowski (MC)
- Kazik Rabiński (KR)


 

Gdy Kazik z Michałem szczęśliwie zakończyli swój długodystansowy spływ, ogłosiliśmy nasz wewnętrzny rekord KiM-u i składaliśmy gratulacje. Bez dwóch zdań, przepłynięcie dystansu 208 kilometrów (liczone wg. tablic ustawionych wzdłuż Wisły) podziałało również na moją wyobraźnię. Choć zeszłoroczny 137 kilometrowy spływ w pełni zaspokoił moje ambicje długodystansowca, to jednak perspektywa zmierzenia się z 200-ką była kusząca.

Poinformowałem kolegów, że chciałbym powtórzyć ich wynik. Jednak nie o czas mi chodzi a o kilometraż. Po rozmowach wniosek był jeden. Albo popłynę w najbliższą sobotę, albo już teraz mogę rozpocząć przygotowania pod przyszłoroczny termin. Jednak, jak znam kolegów - w przyszłym roku znacznie podniosą poprzeczkę.

Podjąłem decyzję, że popłynę 11 czerwca. Rodzina wyraziła zgodę - rozpocząłem nerwowe przygotowania kondycyjne. Bez wiary w powodzenie zadzwoniłem do Kazika z pytaniem, czy miałby ochotę przepłynąć jeszcze raz ten dystans w moim towarzystwie. Byłem zaskoczony - Kazik zgodził się. Z jednej strony ucieszyłem się, bo w towarzystwie eksperta zawsze lepiej się płynie. Z drugiej strony, wiem ile pary ma ten człowiek i że po pierwszych 100 kilometrach Kazik dopiero kończy się rozgrzewać. Zneutralizowałem moją obawę genialnym rozwiązaniem. Jeśli gdzieś odpadnę, to odsapnę pod namiotem i następnego dnia dokończę dystans, a mój kolega popłynie dalej sam.

Cztery dni, które miałem na przygotowanie formy i załatwienie formalności, np. powiadomienie Policji w Warszawie i Sandomierzu oraz WOPR-u o naszym spływie, przeleciały jak błyskawica. Dodatkowo, musiałem uporać się z problemem oświetlenia kajaka . Przypomniałem sobie o lampce, którą otrzymałem od tureckich kajakarzy. Ma ona kilka funkcji, m.in. może równocześnie świecić światłem o barwie zielonej i czerwonej. Prawdę powiedziawszy, nie przypuszczałem, że tak szybko skorzystam z tej funkcji. 

W piątek, prawie w samo południe, siedzieliśmy w samochodzie Zygmunta z dwoma prawie 6 metrowymi kajakami na dachu jego żółtego samochodu. Mknęliśmy na spotkanie przygody i szefa sandomierskiego WOPR-u, który udostępnił nam hangar nad Wisłą. Po drodze Kazik odebrał piękny kajak Lettmana - speedliner i poinformował mnie, że jesli mi sił starczy to jest gotów podnieść poprzeczkę. To oznacza, że zamiast zakończyć spływ w Górze Kalwarii możemy popłynąć do Warszawy. Bagatela, jedyne 245 km. W praniu, okazało się, że sił mi starczyło akurat do Góry Kalwarii. Prawdę powiedziawszy, bez wsparcia Kazika mógłbym zapomnieć o wyniku: czas płynięcia: 19 godzin 21 minut plus czas poświęcony na odpoczynek: 1 godzina 55 minuty. Łączny czas spływu: 21 godziny i 16 minut.

Może w przyszłym roku spróbuję przepłynąć dłuższy odcinek - jeśli dwóch naszych długodystansowców pokaże, że można tego dokonać turystycznym kajakiem. Zapraszam do obejrzenia relacji.


Serdecznie dziękujemy:

Komendantowi Komisariatu Rzecznego Policji w Warszawie i Komendantowi Powiatowemu Policji w Sandomierzu za asekurację i monitoring.

Markowi Chruścielowi - szefowi WOPR w Sandomierzu za wsparcie moralne i udzieloną gościnę.


Zdjęcia:

Kazimierz Rabiński i Marcin Chodorowski