Wyprawy i inne



 

List w Butelce - wyprawa Wisłą - podsumowanie (2013-04-03 - 2013-04-12)


Członkowie wyprawy:
- Artur Michalski (AMi)


LIST W BUTELCE – spływ Wisłą z Krakowa do Gdańska 3.04-11.04,Hel 12.04
Promocja kajakowej „Wyprawy w poszukiwaniu MOCY”

Już w ubiegłym roku podczas mojego spływu Wisłą: Kraków-Warszawa, zakiełkowała myśl o zorganizowaniu kajakowej wyprawy dla osób niepełnosprawnych. Wynikało to głównie z mojej współpracy z Fundacją Jaśka Meli oraz kontaktami z osobami, które pomimo niepełnosprawności prowadzą życie pełne pasji, realizując się w wielu dziedzinach życia.

Fundacja KiM po kilku poważnych rozmowach postanowiła wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności związany z tym przedsięwzięciem. W związku z tym, że nie mamy jeszcze zapewnionego źródła finansowania tego projektu postanowiłem zorganizować akcję promującą Wyprawę. Chciałem przybliżyć jej ideę szerszej publiczności i zachęcić potencjalnych sponsorów do zwrócenia uwagi na wyjątkowość tego projektu.

W dwuosobowych kajakach popłyną kajakarze będący jednocześnie osobami niepełnosprawnymi oraz osoby z niepełnosprawnością bez specjalnego doświadczenia w kajakach. Poza pięknymi wiślanymi krajobrazami podziwianymi z kajaka, nieodłącznym elementem będzie coaching. Metoda wspomagająca rozwój osobisty, szerzej znana w świecie biznesu i sportu.

Czymś co moim zdaniem świetnie mogło połączy Ideę Wyprawy i sposób jej promocji okazała się BUTELKA a właściwie przesłanie, które się w niej znalazło. Mówi ono, że każdy, niezależnie od jakichkolwiek barier może realizować swoje marzenia i żyć w pełni. Oddaje ono w pełni ideę Wyprawy w poszukiwaniu MOCY.

Postanowiłem do Butelki zabrać listy wszystkich zainteresowanych a na zakończenie podróży wrzucić ją do Bałtyku. Niech poniesie przesłanie w świat!


Dzień 0
2.04. Pobudka o 4.00. Raider na dach samochodu. Szybkie pakowanie rzeczy do bagażnika i jeszcze przed południem jestem w Krakowie. Gościny udzielił mi Tomasz Jakubiec ‘Tomanek’ z Bystrza. Poznaliśmy się za pośrednictwem fb, jak z większością wspierających akcję.
Pokazuję kajak i butelkę z przesłaniem – jest już w środku butelki wraz z listami od Madzi i Mateusza. Moje dzieci bardzo chciały wrzucić  jako pierwsze swoje listy do butelki.
Tomek, aktywnie działający w Bystrzu jest zapalonym kajakarzem. Rozmawiamy trochę o kajakach, głównie jednak o Wyprawie w poszukiwaniu MOCY. To był naprawdę miły dzień. Dzięki Tomku!


Dzień 1
Rano pobudka i szybkie śniadanie. Chcę dotrzeć na 8.00 w okolice mostu Dębnickiego. Śliczna zima tej wiosny. Tomek musi najpierw odśnieżyć samochód. Pakujemy na dach kajaki. Docieramy na miejsce o czasie – okazuje się jednak, że trwają tam roboty budowlane. Nam to specjalnie nie przeszkadza ale ma dołączyć do nas Pełnomocnik Prezydenta Krakowa ds. osób niepełnosprawnych,
który jeździ na wózku. Chwila konsternacji. Panowie drogowcy mówią jednak, że da radę i obiecują pomoc. Od przyjazdu towarzyszą nam już fotoreporterzy. Kajaki ustawiamy przy pływającym pomoście. Przed dziewiątą dołącza do nas TVP Kraków, kilku coachów ICF, Pan Bogdan Dąsal zajmujący się sprawami osób niepełnosprawnych ,Jarek Kałuża – flisak z Krakowa oraz Mirosław – znajomy fotograf z Zamościa. Przyjmuję kilka listów do butelki - pod okiem kamery, udzielając wywiadów. Fajnie dla akcji ale ja mam sporą tremę. W końcu kajak na wodę. Przyklęknąłem, próbując go ustawić w odpowiednim miejscu i … moja noga zjeżdża do Wisły. Za nogą cała reszta. Ręką opieram się o kajak, brzuchem ląduję w Wiśle stopy jeszcze na pomoście. Widzę, że wszyscy są przerażeni równie mocno, jak ja. Soczyste słowo wprost do kamery … na szczęście obok jest Tomanek i wyciąga do mnie poMOCną dłoń. Wciągamy kajak i wylewam z niego wodę. Wsiadam i płynę trochę za most. Tutaj dziękuję Tomkowi za uratowanie z opresji oraz opiekę w Krakowie. Żegnamy się. Obydwie śluzy  – Dąbie i Przewóz do obniesienia – lód uniemożliwia śluzowanie. Na szczęście ponad 10 cm świeżego puchu i kajak po nim ładnie jedzie. Towarzyszy mi Michał Kasina, który zrobił mi tu kilka malowniczych zdjęć pomiędzy płatkami śniegu. Śliczna wiosna.
Do Opatowca mam 84km wciąż jednak pod wiatr i wciąż sypie śnieg. Do miejscowości docieram ok. 20-tej.Wita mnie kilka osób. Przedstawiciel Opatowca – Pan Łukasz Marzec dowozi mnie do restauracji W Starym Młynie. Mogę się wykąpać i zjeść coś ciepłego. Do butelki trafia również przesłanie Opatowca. Dziękuję za list i gościnę!


Dzień 2
Właściciel Restauracji odwozi mnie przed 6-tą nad Wisłę. Szybkie pakowanie kajaka i na wodę. Dzisiaj już tak nie wieje w twarz. Pada natomiast sporo deszczu, przez dwie godziny poziomo zacinają w twarz lodowe, strasznie ostre kryształki. Wiosłuję bez przystanku przez 5 godzin. Telefon do Elektrowni Połaniec – Nie piętrzą wody można bezpiecznie płynąć. W Baranowie spotykam się z Joanną i Grzegorzem oraz ich przyjaciółmi. Grzegorz przyjął mnie w ubiegłym roku pod swój dach – przemiłe spotkanie i kolejny liścik wędruje do mojej butelki. Około 18-tej jestem w Sandomierzu. Przedstawiciele władz czekają na mnie przy stanicy wodnej. Pani Aneta Przyłucka – Naczelnik Wydziału Spraw Obywatelskich umieściła przesłanie Sandomierza w imieniu mieszkańców oraz Burmistrza. Później odpoczynek. Pranie, rozmowy o kajakach i nie tylko oraz porządny obiad na kolację. Sandomierz – Dziękuję!


Dzień 3
O szóstej już wiosłuję. Pogoda mało wyraźna ale w zeszłym roku za Sandomierzem miałem najtrudniejszy fragment spływu. Teraz po prostu trochę wieje w twarz, bez specjalnych szykan.
Niedługo Kazimierz. Mieliśmy się spotkać z Ropuchem i jego żoną ale zatrzymała ich pogoda. Za to spotykam Wieśka, znanego mi tylko z forum kajakowego. Kilka słów pogawędki, pamiątkowe zdjęcie i dalej do Kazimierza. Wiesiek szuka Ropucha. W Kazimierzu macham szybko mieszkańcom. Nie widzę zainteresowanych przewiezieniem listu w butelce.

O postój w Puławach prosi reporter radia. Rozmawiamy przez chwilę. Mam już odpływać, gdy z daleka ktoś krzyczy do mnie - Czeeeść! Miałeś być dopiero za godzinę. Jola i Andrzej też są kajakarzami. Nie mają listu, za to częstują mnie pyszną zupą i pierogami. Nagle Andrzej krzyczy – Kajak ucieka! Okazało się, że kajak zjechał po śniegu i sam postanowił płynąć do Dęblina. Na szczęście mam ‘suche spodnie’ i spokojnie mogę stanąć nogą w wodzie. To wystarcza, żeby złapać kajak.

W Dęblinie jestem jeszcze przed zmrokiem. Przyjmuję przesłanie od władz miasta i pań, które przeprowadzają ze mną wywiad. Podziwiam śliczny, drewniany kajak stojący w garażu Przystani.
Rozpalam w kominku i przy nim suszę pranie. Dzięki Dęblin!

Dzień 4
Dzisiaj wstaję wcześniej. O szóstej mam za sobą już kilka kilometrów. O 8.30 jestem umówiony w Kozienicach z przedstawicielami miejscowych władz. Jestem prawie punktualnie pomimo bardzo silnego wiatru w twarz i deszczu. Rozmawiamy trochę o Wyprawie w poszukiwaniu MOCY. Wspominam, że chcielibyśmy zacząć w okolicach Kozienic. Mówię również o tym, że Prezydent Warszawy objęła akcję honorowym patronatem i proszę władze Kozienic o rozważenie objęcia naszej Wyprawy również takim wsparciem. Chwila rozmowy i start do Warszawy. Po drodze mam jeszcze kilka spotkań z kajakarzami. Kajaki Czersk z Danielem na czele chcą ze mną popłynąć 10 km. Dogadujemy się jednak, że przyjmę listy do butelki na wodzie. Robimy tratwę. Ma to swój urok a ja dalej płynę swoim tempem. Po drodze spotykam jeszcze dwóch kajakarzy. Z jednym dopłynę do Cypla Czerniakowskiego. Tu mnie czeka wspaniałe przyjęcie zorganizowane przez Ewę , przy wsparciu Andrzeja, Roberta, Rafała i wielu innych osób, które są bardzo związane z Wisłą. Pieśni powitalne, ciepła zupa i kiełbaska prosto z ogniska. Robert z Rafałem zajmują się moim kajakiem, który nocuje w Rejsach. Wieczorem wszystko mogę zobaczyć jeszcze raz w Polsat News. Dziękuję za to serdeczne przyjęcie Wiślacy z Warszawy i okolic!

Dzień 5
Nocleg w domu zregenerował moje siły na maksa. Nie ma to, jak własne łóżko i najbliżsi, których kochasz. Rano pobudka później niż zwykle. Dzisiaj start 9.09.Jadę na ósmą. Czekają na mnie już Renata Klekotko, parakajakarka Paulina Rutkowska – siódma zawodniczka na świecie i Panie z telewizji. Bardzo cieszę się zainteresowaniem mediów. To dobrze wróży powodzeniu samej Wyprawy w poszukiwaniu MOCY. Pojawiają się pierwsze kajaki kolegów z Fundacji KiM… Marcin, Milimetr, Kazik. Za chwilę następni. Kilka wywiadów i list od Pani Prezydent Hanny Gronkiewicz Waltz. Jest również informacja o honorowym patronacie nad akcją. Dziękuję!

O 9.09 start. Marcin, Kazik, Milimetr i Mateusz odprowadzają mnie do Modlina. Dalej płynę sam. Do Wyszogrodu znam trochę Wisłę – później jest wielką niewiadomą. Odcinek przed Płockiem zapiera mi dech w piersiach. W towarzystwie malowniczego zachodu słońca wysepki na szeroko rozlanej rzece wyglądają przepięknie. W Płocku jestem w okolicach 21.30. Najpierw policja miga do mnie latarką – myślałem, że chodzi o moje nieprzepisowe oświetlenie … nie. Panowie pozdrawiają i  informują, że czekają na mnie kilkaset metrów dalej. Sporo osób, jak na tą porę. TVP Płock i Michał Umiński, który jest organizatorem akcji w Płocku. Wspaniały dzień. Dzięki KiM! Dzięki Płock.


Dzień 6
Po noclegu w Klubie Morka i śniadaniu w Tawernie rozpoczęło się spotkanie z mieszkańcami Płocka. Zainteresowanych wrzuceniem listów do Butelki po brzegi sali. Trochę opowiadam o idei akcji, o wyprawie W poszukiwaniu MOCY oraz o samym pływaniu kajakiem. Duże zainteresowanie a ja jestem naprawdę wzruszony. Pierwsza list do butelki wrzuca dziewczynka na wózku. Niesamowite ile radości dostrzegam na jej twarzy. Bardzo wzruszam się  tym nad wyraz ciepłym przyjęciem jak i zaangażowaniem mieszkańców Płocka w pisanie własnych przesłań. Wiele naprawdę wzruszających. Dzięki Sławku! Czuję się trochę zakłopotany tym przyjęciem. Wszyscy bardzo chcą mi pomagać, dodać otuchy na następne kilometry. Obiecuję, że przypłynę tu jeszcze nie raz! Dziękuję miastu pełnemu MOCy.Dzięki Płock !

Pogoda przepiękna podczas startu. Słonko, Wisła gładka a ja postanowiłem płynąć w polarze i poopalać się. Po kilku kilometrach zaczyna wiać. Zalew Włocławski. Pierwsza porządniejsza fala zalewając kajak moczy dokumentnie mój polar. Zatrzymuję się na zmianę ubrania. Zakładam moją żółtą kurtkę Palm’a i do kajaka. Postanawiam schować się za lewym brzegiem, od którego mocno wieje. Fale półmetrowe i najlepsza zabawa jest na środku zbiornika, gdzie nieźle buja. Na lewym brzegu przepływam kilka kilometrów i postanawiam się zatrzymać. Przez niedopięty kołnierz kurtki dostało się do moich suchych spodni sporo wody. W samym kajaku też mam ze dwa wiadra – co druga fala ląduje na mnie oblewając całego wodą. Po założeniu suchego ubrania postanawiam jednak schować się za wysokim klifem po prawej. Kierunek wiatru właśnie zmienił się o 180 stopni.

Znowu płynę przez całą szerokość Zalewu. Do połowy fajna zabawa na falach, bliżej klifu fale zaczynają się nieprzyjemnie krzyżować. Zacząłem w końcu czuć Raidera. Skończyła się walka za wszelką cenę o utrzymanie równowagi. Zaczynam z nim tańczyć w rytmie fal, koncentrując się tylko na tym, co dzieje się na wodzie tuż przede mną. Przyznaję ,że wcześniej pojawiła się jakaś czarna myśl ale teraz jestem tylko ja, kajak i woda. Nie ma walki z żywiołem, płynę razem z kajakiem i moim wiosłem. Po przepłynięciu całej szerokości zalewu nagle robi się cicho. W oddali widzę tamę. Dwa kilometry przepłynę po idealnie płaskim Zalewie. Jakieś trzy kilometry przed śluzą zrywa się znowu wiatr. Idealnie z prawej strony, fale zaczynają się przelewać przez kajak waląc co chwila w burtę. Na brzegu fotoreporter Gazety Pomorskiej robi zdjęcia. Miałby całkiem ciekawe ujęcie, gdybym dał się położyć, którejś z tych fal ;)

Dopływam do śluzy. - Miał być pan o 14-tej. Ha, ha, ha! Jest 17-ta. Co powiało trochę? U nas robią się czasami fale do dwóch metrów.


Nie wysiadam z kajaka. Wszystkie mięśnie drżą ze zmęczenia. Poczułem swoje otarcia na dłoniach – jak wiało zaciskałem je na wiośle z całych sił. Kark mam zupełnie sztywny. Zalew był najtrudniejszą próbą tej wyprawy. Miałem zatrzymać się w okolicach Nieszawy, jednak jest późno a to jedyne miejsce w którym nocleg miałem załatwić z marszu. Moja żona potwierdziła go telefonicznie, kilometr przed Nieszawą,701km Wisły na wzgórzu po lewej,miejscowość Przypust . Mam jeszcze dokładnie 16 kilometrów ale jest prawie 19-ta a ja zupełnie nie mam siły. Zatrzymuję się i proszę o nocleg w najbliższej chałupie. Nie da rady, nie mają miejsca. Wciskam się do kajaka i znajduję w sobie jakąś resztkę sił, żeby płynąć do Nieszawy.. Jeszcze 12 km, nastawiam budzik za godzinę, żeby nie przegapić miejsca, w którym na mnie czekają. Wiosłuję po ciemku. Idealnie płaska Wisła. Nie potrzebuję latarki i tak widzę, co dzieje się na wodzie. Budzik. Na brzegu kilometr przed sobą dostrzegam migające światełko. Wyjmuję czołówkę i włączam ją. Ulga. Gospodarz postanowił zejść nad brzeg Wisły i pokazać mi miejsce lądowania. Jestem niezmiernie wdzięczny za ten pomysł. Przywiązujemy kajak do drzewa, zabieram butelkę, wiosło i rzeczy. Szybka kąpiel, pranie organizuje właścicielka pensjonatu. Kolacja i opowieści o butelce z listami i o Wyprawie. Chcę zapłacić – nie ma mowy. Jestem tak zmęczony, że tym razem postanawiam wystartować o siódmej, nie jak zwykle o szóstej. Dziękuję za ratunek – świetnie jest wiedzieć, że można liczyć na ludzką życzliwość.


Dzień 7

Start o siódmej. Wcześniej śniadanie i kilka ostatnich opowieści. Właścicielka odprowadza mnie nad wodę. Ostatnie podziękowania. Dzisiaj w Bydgoszczy spotykam się ze Ślimakiem oraz niewidzącą i niedowidzącą młodzieżą. Chcą przekazać swój list. Płynę w miarę żwawo. Co raz trudniej znaleć miejsce na ewentualny postój. Muszę się zatrzymać. Widzę wysunięty język lądu z dużym drzewem na brzegu. Za nim spokojna woda i w miarę płaski brzeg. Przed drzewem robi się spory wir i woda bardzo przyspiesza. Nie przejmuję się jednak za bardzo i na krawędzi tego wiru postanawiam wpłynąć w cofkę za ‘półwyspem’ Wir jednak mnie obraca, ja płynę dosyć szybko i w niekontrolowany sposób wpływam na kupę gałęzi i różnych śmieci unoszących się na wodzie. Kajak przesuwa się po nich bokiem a na deser rufą zatrzymuję się na czymś twardym. Odbiło mnie od przeszkody ale wcześniej coś zazgrzytało. Na chwilę się zatrzymuję. Specjalnie nawet nie przyglądam się na kajak, nie przypuszczałem nawet, że coś mogło się stać. Wypływam po chwili na nurt i …nie jestem w stanie płynąć prosto. Widzę, że jak macham wiosłem spod rufy wylatuje fontanna wody a kajak kręci bączki w prawą stronę. Nie jestem w stanie nic zrobić, żeby płynąć przed siebie. Zatrzymuje się i przewracam kajak do góry dnem. Nie ma skegu. Próbuję płynąć dalej. Kurs muszę trzymać idealnie, jeżeli zacznę choć trochę z niego schodzić niewiele mogę zrobić. Do Bydgoszczy dopływam mocno spóźniony. Ślimak już czeka, delegacja również. Rozmawiamy przez chwilę, wyjmuję z kajaka Butelkę. Do środka wędruje list. Troszkę z tyłu stoi Madzia. Nie widzi. Podchodzę do niej z butelką pełną listów i pytam się, czy chce obejrzeć butelkę. Uśmiech od ucha do ucha. Niesamowite, jaką radość wywołuje ta propozycja. Magda dotyka butelki, dziwi się, że jest taka wielka. Wyjmuję korek, żeby mogła ‘zobaczyć’ listy w środku. Zachwyt. Niesamowite i bardzo wzruszające doświadczenie. Dziękuję za Wasze listy i tą niezwykłą obecność.


Ślimak częstuje mnie kurczakiem i płyniemy dalej. Nieźle wieje w twarz. Nie jest to co prawda Zalew Włocławski ale fala jest na wysokość kajaka. Wiatr prosto w twarz stabilizuje Raidera. Płynę w miarę normalnie. Gonię Ślimaka. Dopływamy pod wieczór do Świecia. Wita nas Michu –znajomy Ślimaka, który załatwił nam spanie i nocleg dla kajaków. Bardzo dziękuję Michu!

Dzień 8

Dzisiaj tylko około 100 km, więc nie spieszymy się specjalnie. Prowizorycznie łatam otwór po skegu twardym styropianem. Wypływamy około ósmej rano. Płynie się dużo lepiej. Raider toleruje delikatne zejście z kursu i prawie nie odczuwam braku skegu. Za to czuję w kościach cały ostatni tydzień. Co chwilę jakiś telefon a i sam muszę podzwonić, żeby potwierdzić nocleg w Tczewie, zorganizować zakończenie spływu – okazało się, że Żabi Kruk jest skuty lodem i muszę znaleźć nową miejscówkę na zakończenie spływu. Ślimak podpowiada Marinę – port jachtowy i na tym staje. Płyniemy żwawo. woda ładnie niesie. Znowu trudno znaleźć miejsce na postój. W Grudziądzu, kilometr za miastem dostrzegam ładne, szerokie nabrzeże i koszarowe zabudowania.

W oddali ktoś w mundurze i kilka osób w cywilu. Dopływam do brzegu a cała grupa energicznie idzie w moim kierunku. Widziałem zakaz ale nie sposób ominąć tak wygodne dojście do brzegu. Grupa wita mnie uśmiechami. Oficer chwali się, że widział mnie w telewizji i pyta o butelkę z listami. Wyjmuje ją z kajaka, dopływa Ślimak i robi nam pamiątkowe zdjęcie. Oczywiście możemy sobie tu odpocząć chwilę. Płyniemy dalej. Idzie nam wyjątkowo sprawnie. Ślimak mówi, że mamy średnią ok. 13km/h. Około 18-tej jesteśmy w Tczewie. Prezydent Tczewa zorganizował nam transport do hotelu i zabezpieczył kajaki. Dziękuję w imieniu swoim i Ślimaka.

Dzień 9

Dzisiaj ostatni dzień wiosłowania. Niespieszna pobudka i śniadanie. Wypływamy o 10-tej. W Gdańsku umówiłem się na 17-tą. Po drodze spotykam Artura Labuddę i Pająka. Artura poznałem również za pośrednictwem fb. Pomimo niepełnosprawności jest osoba wyjątkowo aktywną. Jest kajakarzem, nurkiem, sternikiem motorowodnym, podróżnikiem przy okazji organizuje muzeum kolejnictwa na Helu, bierze udział w wyścigach samochodowych i robi masę innych, niezwykłych rzeczy.

Płynąc do śluzy Przegalina nie zauważam kanału, który do niej prowadzi. Zasłoniła mi go barka i dopiero po dwóch kilometrach telefon Ślimaka zawraca mnie z drogi prosto nad morze. Dwa kilometry pod prąd i niezapomniany widok małego bobra na wyciągnięcie ręki. Śluzowanie organizuje Artur Labudda – wszystko przebiega sprawnie. Martwa Wisła jest wyjątkowo spokojna, delikatny wiaterek.

Zatrzymujemy się na dłużej za mostem w Sobieszewie. Tu otwieram tylny luk i orientuję się, że mam w nim kilkanaście litrów wody. Okazuje się, że poza tym, że urwałem skeg, uszkodziłem rufę kajaka. Nie mając świadomości awarii, nie przejmowałem się nią – na szczęście to już ostatnie kilometry.

Wpływając w kanały Gdańska mam okazję popływać w towarzystwie olbrzymich holowników i obok stojących w porcie kolosów. Przyznaję, że czułem się trochę nieswojo. W Gdańsku znajome twarze moich Przyjaciół i znajome widoki z zupełnie nieznanej perspektywy. Po raz pierwszy widziałem gdańskiego Żurawia z wody. Na brzegu kameralnie i przesympatycznie. Grono najbliższych przyjaciół i ich znajomi. Dzięki uprzejmości Ślimaka oraz pomocy Artura Labuddy i Pająka miałem okazję ponad godzinę porozmawiać z moimi znajomymi. Dzięki Agnieszka, Iwona, Iza, Janek, Maciek za to wspaniałe powitanie! Dzięki Ślimaku za towarzystwo i pomoc! Dzięki Arturze i Pająku za wsparcie i podwózkę na Hel. Żabi Kruku dzięki za przechowanie kajaka!

Dzień 10 – Hel

W Gdańsku nie mogłem nadać na pocztę wiezionych kajakiem przesłań . Postanowiliśmy z Arturem wywieźć butelkę z przesłaniami na pełne morze z Helu. Andrzej - właściciel Divingbaltic.eu udostępnił nam swojego rib’a z 300-konnym silnikiem – Nissera. O 11.11 zabraliśmy Butelkę oraz pana zTVP Gdańsk na pokład łódki i wypłynęliśmy w pełne morze. Płynąc kilkanaście minut z prędkością 50-60km/h szybko znaleźliśmy się na pełnym morzu. Butelka i przesłania znalazły się za burtą. Miałem wrażenie, że rozstaję się z czymś wyjątkowo cennym. Przyznaję, że Butelka wraz z przesłaniami była dla mnie czymś ważniejszym niż kajak, czy wiosło. Mnie to też to trochę zadziwiło, jednak, jak przypomnę sobie emocje, które wiązały się przekazywaniem większości  listów, robi się to zrozumiałe. Dla naprawdę wielu osób przesłanie wiezione w Butelce stało się czymś symbolicznym i bardzo ważnym. Nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy.


Butelka dryfowała prosto na Północ. Jest szansa, że ktoś, kiedyś ją znajdzie. Jednak nawet jeżeli tak się nie stanie to każde z tych przesłań stało się częścią całości. Wszystkie pozostaną w moim sercu. Przypuszczam również, że każdy, kto dorzucił do butelki swoje, również będzie o nim pamiętał a być może przerodzi się ono w coś jeszcze większego i ważniejszego. Pamiętajcie, że każdy, niezależnie od ograniczeń może spełniać swoje marzenia i żyć w pełni!

 

Podziękowania.
Serdecznie dziękuję Fundacji KiM za odwagę w podjęciu decyzji o realizacji projektu Wyprawa w poszukiwaniu MOCY. Gorąco dziękuję Wszystkim, którzy udzielili mi pomocy i wsparcia podczas akcji LIST W BUTELCE. Dziękuję wszystkim, którzy kibicowali i dołączali do butelki swoje przesłania. Bardzo dziękuję Panu Jackowi Ośko właścicielowi firmy Kanokajaki za wyposażenie mnie w profesjonalny ubiór, który pozwolił mi nie zwracać uwagi na bardzo zimową aurę. Dziękuję Andrzejowi Krasuskiemu – właścicielowi Divingbaltic.eu za udostępnienie łodzi i pomoc w wywiezieniu listu w morze. Dziękuję firmie SLG Thomas za zabezpieczenie transportu  kajaka oraz deklarację wsparcia Wyprawy w poszukiwaniu MOCY. Dziękuję Pani Prezydent Miasta Warszawa oraz Burmistrzowi Łomianek za objęcie honorowym patronatem akcji! Dziękuję za wyjątkowe zaangażowanie mediów w promocję wydarzenia i idei Wyprawy. Dziękuję Wszystkim, których nie udało mi się tu wymienić! Dziękuję za Waszą wrażliwość i otwartość! Dziękuję za Waszą poMOC! Życzę Wam, żebyście zawsze wiedzieli, gdzie szukać siły do realizacji Waszych marzeń. Marzeń, które staną się konkretnymi celami do zrealizowania. Niezależnie od barier i ograniczeń.

Zdjęcia dzięki uprzejmości:
Luizy Michalskiej,Joanny Czosnek,Mirosława Teterycza, Tomasza Jakubca, Michała Kasiny, Michała Umińskiego oraz Ślimaka.