Wyprawy i inne



 

3xK zimą Kazimierz - Warszawa 144 km. (2013-03-22 - 2013-03-24)


Członkowie wyprawy:
- Wojtek Chyczewski (WCh)


Mimo kalendarzowej wiosny, w ciągu ostatnich dni pogoda była  zimowa: mróz w dzień i w nocy, śnieg, rzeka bez lodu, brak opadów - idealne warunki do zimowego spływu. Wypłynąłem w piątek o godz. 12.  Lekki mróz, niestety silny przeciwny wiatr i fala.  Płynąłem do godz. 17 aby przed zmrokiem założyć biwak. Tego dnia dystans 42 km.  Zabiwakowałem na wyspie w miejscu osłoniętym od wiatru, dodatkowo pod wieczór wiatr osłabł. Przyjemny wieczór przy ognisku. Koło 20:00 zaczął pruszyć drobny śnieg, dlatego poszedłem spać. Rano dzień bezchmurny, wstałem o godz. 6-tej - słońce już prześwitywało przez krzaki, na termometrze było - 170( minimalnie w nocy -18)  Dzięki ciepłemu śpiworowi i kurtce puchowej było ciepło. Rano ognisko i śniadanie, nie śpiesząc się wypłynąłem o godz 8. Dzień słoneczny, ale mroźny, wiatr przeciwny,  słabszy niż w piątek, fala była przez niecałą godzinę. Stanąłem na biwak wcześnie - o godz. 16-tej kilkanaście kilometrów przed Górą Kalwarią na zakrzaczonej wyspie z dogodnym wyjściem. Nie musiałem się śpieszyć, bałem się że dalej nie napotkam przed godz. 17-tej dobrego biwaku. Po przypłynięciu było -7,50 , wieczorem temperatura spadała, o godz 20 było -130. Jak zwykle rozbijanie namiotu, potem ognisko, gotowanie zupy, herbaty na kolację i do termosów. Niebo bezchmurne, jasno świecił księżyc. Pierwsze dwa dni płynąłem w kurtce z otworzonymi suwakami pod pachami, pod spodem cienka koszulka i koszula polarowa. Było zupełnie ciepło. Trzeciego dnia ze względu na słabszy wiatr i mały mróz, aby się nie przegrzać, pod kurtką założyłem tylko dwie cienkie koszulki, kurtka też z otworzonymi suwakami. W niedzielę wstałem o godz. 6.30, niebo pochmurne, na termometrze -110. Nie musiałem się śpieszyć, wypłynąłem dopiero o godz. 9. W ciągu dnia zaczęło się przejaśniać i ocieplać, wiatr jak zwykle przeciwny, ale słabszy niż pierwszego dnia. Meta o godz. 13,30 w WKW.  Zatoczka była zalodzona, ale wykorzystałem swoje czekany do przedostania się do brzegu. W sumie bardzo udany spływ. Mimo niskich temperatur nie było mi zimno. Każdy ma inne preferencje. Na zimowych spływach dla mnie nie jest istotna prędkość płynięcia i przebyty dystans, również nie zamierzam być twardzielem, który zmarznie ale nie załamie się, satysfakcję sprawia mi takie przygotowanie się sprzętowo, aby zapewnić sobie ciepło w trakcie płynięcia, w nocy i na biwaku, przy jednoczesnym ograniczeniu bagażu do pojemności kajaka, bez konieczności mocowania tobołków na pokładzie (zostało mi w kajaku trochę wolnego miejsca). W tym roku udało mi się rozwiązać ostatni problem - mokrych rękawiczek - dzięki nakładaniu na rękawiczki dodatkowych rękawic z odmiany gorateksu (z demobilu, kupione za pośrednictwem Marcina)  Wewnątrz zakładam też rękawiczki z jednym palcem. W moim odczuciu wystarczająco pewnie trzyma się wiosło. 

Wojtek.