Wyprawy i inne



 

A to wydra! (2013-03-03)


Członkowie wyprawy:
- Mikołaj Józefowicz (MJ)


Kilku kolegów którzy wstępnie się pisali na wiosenne buszowanie po Bugu jednak w końcu odpadło. Do tego jakiś taki byłem przeziębiony, zimno  i mocno wieje..  może jednak nie jechać? Ale przecież, mówie sobie, Bug ma dziś 390 cm! Nie ma mowy, trzeba jechać! A że samemu, to może nawet lepiej (nie obraźcie się koledzy!) - zaczaję się przy znajomych żeremiach, może coś w obiektyw wpadnie.

 

Więc jadę z rana, przed dziewiątą woduję się na głównym ramieniu w Kuligowie. Wieje rzeczywiście potężnie, pod prąd, więc tworzy się spora stojąca fala. Wypływam z zatoczki, i od razu potężne uderzenie wiatru w bok. Płynę pod drugi brzeg. Wody dużo, cały las zalany. Płynę do żeremia przy którym dwa lata temu też wczesną wiosną obserwowałem baraszkujące bobry. Tym razem pusto - widzę że żeremie czynne (świeże patyki na wierzchu), ale wokół cisza i spokój. Może jeszcze zbyt zimno na dzienne harce?

 

Płynę powoli i bezszelestnie lasem i po chwili widzę drugie żeremie, a przy nim jakiś ruch. Płynie bóbr, potem drugi. Ustawiam się z wiatrem w stosunku do żeremia, na płyciźnie żeby mnie nie znosiło, przygotowuję aparat. Są, ale z drugiej strony, baraszkują, pluskają się ale ledwo je widać przez gałęzie. Siedzę cierpliwie, może podpłyną w moją stronę? Nagle pomiędzy mną a żeremiem charakterystyczna falka na wodzie, i coś dużego i brązowego wychodzi na żeremie. Jest! Ale zaraz, to coś jest za smukłe jak na bobra, a poza tym ten ogon coś nie taki - długi i cienki! To wydra! Rozejrzała się szybciutko, chyba mnie zauważyła i bezszelestnie zanurzyła się z powrotem. Super!, ale szkoda że jestem w jaskrawoczerwonym suchym kombinezonie, a nie w KiMowskim stroju maskującym rodem z Bundeswehry. Czekam jeszcze z dziesięć minut ale nic - cisza.

 

Wypływam na starorzecze - pośrodku wąska struga wody a przy brzegach lód. Od razu dostaję wiatrem po głowie. W pewnym miejscu struga skręca pod kątem prostym, bez cofania nie dam rady skręcić, a tu silny wiatr wpycha mnie na lód. Szamoczę się kilka minut, w końcu uwalniam się z pułapki energicznym piórkowaniem. Po chwili z trzcin zrywa się para bielików - usiłuję zrobić im zdjęcie ale wiatr prawie wyrywa mi wiosło. Zanim je złapałem bieliki były daleko. Być może gdzieś tam na lodzie w starorzeczu jest jakaś padlina przy której ucztowały, ale nie dam rady sprawdzić - w trzcinach jest jeszcze lód.

 

Wypływam na główny nurt, w oddali widać Zalew Zegrzyński i fala robi się naprawdę duża. Na brzegu zwały kry. Szybko wpływam w odnogę poniżej tamy i płynę pod prąd. Teraz czuję moc wiatru! Bez wiosłowania płynę z niezłą prędkością i błyskawicznie wdmuchuje mnie w pobliże tamy. Przelewają się przez nią ogromne masy wody i muszę uważać by wiatr nie wepchnął mnie zbyt blisko tamy. Opływam tamę przez las z prawej strony i wypływam przy ośrodku w Popowie. Dolny odcinek zalewu jest zawalony lodem, ale przy tym stanie wody da się wpłynąć górą. Co też robię, a następnie przepływam przez las do kolejnego starorzecza, a potem do jeszcze jednego. Dlatego właśnie lubię wysoką wodę na Bugu!

 

Przy Jankach znowu wpływam na główny nurt, który wraz z zalanymi łąkami tworzy tu ogromny zalew. Wiatr mnie nadal pcha pod górę, fala do pół metra, zdarza mi się posurfować po kilka metrów. Koło Barcic zawracam. Miałem zamiar przedrzeć się łąkami do starorzecza koło Ślężan, ale wydaje mi się że jest tam lód, więc wracam głównym nurtem. Natychmiast przestaję żałować, że mam na sobie suchy kombinezon! Fala znowu do pół metra, ale tym razem w twarz, rozbija się przy dziobie i bryzgi niesione silnym wiatrem idą na mnie. Co chwila bardzo mocne szkwały niemalże wyrywają wiosło z ręki - żałuję że nie wziąłem smyczy. Poniżej Ślężan wpływam w lewą odnogę, krzaki na wyspie osłaniają mnie od wiatru, jest znacznie lepiej.

 

Kątem oka widzę że coś nurknęło z przodu po lewej. Przestaję wiosłować, wiatr od razu wpycha mnie pod prąd. Czekam - po chwili wynurzają się przed dziobem, jak delfiny. Rodzina wyder, chyba co najmniej trzy! Płyną z lewego brzegu na wyspę. Brzeg na którym wychodziły niestety był dość zarośnięty, więc nie udało mi się zrobić im dobrego zdjęcia przy wychodzeniu z wody. Nie wiem co z tymi wydrami dzisiaj - przez całe zycie widziałem wydrę może dwa razy przedtem, a tu teraz dwukrotnie w ciągu kilku godzin!

 

Robi się dość zimno - ten wiatr!. Rezygnuję więc z płynięcia małą odnogą koło Stasiopola (tam wiatr taki sam, a prąd mniejszy) i wracam głównym nurtem. Jeszcze parę razy szkwały usiłują mi wyrwać wiosło z ręki, ale koło tamy robi się zaciszniej. Wychodzi słońce, wiatr wyraźnie słabnie i płynie się szybciej. W dobrym tempie docieram do miejsca startu w Kuligowie. Razem z buszowaniem po krzakach, 4 godziny.

 

Mikołaj