Wyprawy i inne



 

Warszawa - Płock zimą (2013-02-16 - 2013-02-17)


Członkowie wyprawy:
- Wojtek Chyczewski (WCh)
- Piotr Króliński (PKr)
- Mikołaj Józefowicz (MJ)


Postanowiliśmy urozmaicić zimowe pływanie i zamiast tradycyjnego spływu z Kazimierza do Warszawy, popłynąć z Warszawy do Płocka. Raporty lodowe mówiły, że Wisła jest wolna od lodu do samego Płocka, co zimą nieczęsto się zdarza z uwagi na cofkę zalewu Włocławskiego sięgającą do tego miasta.

 

Załadowaliśmy się sprawnie do kajaków o 8 rano przy Saperze i ruszyliśmy w drogę. Pogoda była sprzyjajaca, bezwietrznie, mróz około -1C. Szybko minęliśmy Warszawę z jej wielkomiejskim szumem i zanurzyliśmy się w ciszę wielkiej rzeki. Przy północnym końcu Tarchomina na wyspie przy prawym brzegu spotkaliśmy spore stado dzików. Jeden młodzik nieco się pogubił i dzięki temu udało  się zrobić mu zdjęcie. Oprócz tego dwukrotnie widzieliśmy orła bielika. Ogólnie jednak ptaków jest wyraźnie mniej niż w latach ubiegłych - oczyszczalnia Czajka działa!

 

Przerwę na drugie śniadanie zrobiliśmy sobie na wysepce u ujscia Narwi, naprzeciwko Twierdzy. Po krótkim posiłku ruszylismy dalej, podziwiając skarpę wiślaną i coraz większe zwaly lodu na brzegach, pozostałości zatorów lodowo-śryżowych. Na nocleg stanęliśmy wcześnie, przed czwartą, na wyspie 2km przed Czerwińskiem. Namioty rozbiliśmy na bujnej, suchej trawie przykrytej tu i ówdzie śniegiem. Obok obozowiska była duża sucha topola, zgryziona przez bobry. Dostarczyła nam obfitego opału na miłe wieczorne ognisko. Wieczorem przeszło koło nas stado dzików, a w nocy jakieś zwierzę dość intensywnie buszowalo koło naszych namiotów.

 

Rankiem wstaliśmy nie za wcześnie, jako że mieliśmy dużo czasu. Ugotowaliśmuy ciepłe napoje i posiłki do termosów, zwinęlismy majdan i około 9 ruszylismy w drogę. Podziwialiśmy Czerwińsk i Wyszogród, pieknie prezentujące się na skarpie. Na brzegu były zwały lodu sięgające trzech metrów wysokości. Tego dnia było wyraźnie zimniej - około -4C, i od czasu doczasu wiał całkiem silny wiatr. Na kajakach zbierała się skorupa lodowa. Z jednym tylko postojem dotarlismy szybko w okolice Płocka. Prawa odnoga przy Kępie Polskiej była kompletnie zawalona lodem, a potem przy prawym brzegu niemal nieprzerwana ściana lodu. Lądowaliśmy na rampie przy przystani Orlenu powyżej starego mostu, wykorzystując małą zatoczkę w ścianie lodu. Wojtek użył czekanów by wciągnąć się na pochyłą krę, a następnie po kolei wyciągał nas na brzeg.

 

Na brzegu było dość wietrznie i zimno, więc szybko przebraliśmy się w suche i ciepłe ubrania, przepakowalismy się podziwiając wieczorną panoramę Wisły i mostu. Ela, żona Mikołaja przyjechała i zabrała nas do Warszawy.

Razem około 115 km z przeciętną prędkością około 10 km/h

 

Zdjęcia Wojtka i Mikołaja.