Wyprawy i inne



 

Powitanie śniegu na Promniku (2010-11-28)


Członkowie wyprawy:
- Milimetr Bąk (MB)
- Mariusz Zieliński (Janosik)
- Marek Mazur (MM)
- Jerzy Gołoś (JG)
oraz: Grzegorz Ostromecki


Od tygodnia trwała na stronie dyskusyjnej KiM gorąca licytacja: Mienia, czy Promnik.

 

Ostatecznie Otwock przelicytował Promnik, chcąc nadrobić zaległości eksploracyjne w swojej okolicy.

Trasa tradycyjna z Łaskarzewa do skraju miejscowości Wanaty.

 

Po drodze, kierowcy wdrażający się do zimowej jazdy po świeżo zmrożonym śniegu patrzyli na nasze bagażniki z wyraźnym zdziwieniem.

 

Z kolei my, nie mogliśmy oderwać oczu od drzew, pięknie ozdobionych świeżym puchem. Kombinacje pierzynek na zwalonych drzewach, drobnych płatków na wiszących gałązkach, czy bielutkie płaszczyzny zachwycały nas w trakcie całej wycieczki, przerywane skokami, walką na zwałkach i niespodziewanymi przygodami.

 

Stan wody w Promniku był trochę niższy od tego jaki mieliśmy ostatnim razem i jakiego spodziewaliśmy się w dniu dzisiejszym.

 

Wrażenie to spotęgowało zniknięcie zastawki przy młynie w Woli Łaskarzewskiej. Zamiast skoku przez zwalone konary, mieliśmy szybki zjazd z niewysokiego prożka.

 

Na początkowym odcinku przeważało klasyczne zwałkowanie, czyli przeciskanie kajaka pod kłodami i mostkami oraz pokonywanie górą kłód zaklinowanych tuż nad powierzchnią wody, wszystko w szpalerze udrapowanych drzew.

 

Nie dało się tylko przepłynąć tej jedynej regulowanej zastawki na trasie, bo pomiędzy lustrem wody i denną częścią ruchomych stawideł, było zaledwie kilkanaście centymetrów prześwitu, a jakoś nie mieliśmy dzisiaj ochoty do moczenia głowy.

 

Co innego klasyczna  zastawka przy zbiorniku nieco dalej, tutaj fruwali już wszyscy. Zresztą był to sygnał, że charakter rzeki się zmienia. Pojawił się ciąg jazów, pod którymi szalał Janosik, kręcący filmy, zamieszczone później na You Tube:

film pierwszy

film drugi

Według mnie najciekawszy był jaz pokazany na drugim filmiku, wpadłem tam po piersi (nie ma mnie, bo skoczyłem przed sesja filmową - chciałem mieć zdjęcia).

 

Oprócz tych jazów, była oczywiście klasyka zwałkowa.

 

Wcześniej w Lewikowie odpuściliśmy klasyczną, wysoką zastawkę z betonowym podłożem i niewielką ilością wody. Szkoda nam było kajaków.

 

Interesującym akcentem końcowym sekwencji zjazdowej był próg dawnego młyna z rumoszem na dole. Stosowana była tutaj pełna gama technik skakania. Wszystkie one były skuteczne, choć jeden z kajaków doznał wgniecenia dziobu. Nie wiem czy dlatego, ze był czerwony?  W każdym bądź razie ma zapewnioną noc pod łóżkiem, a nie w drewutni.

 

Kiedy pod koniec klasycznego odcinka w głębokim parowie wydawało się, że przepłynęliśmy Promnik bardzo gładko, była jednak kabina.

 

Mam nadzieję, że koledzy przestaną teraz plotkować o moim ubiegłorocznym „rożnie” i zajmą się kabiną pod zwałką.

 

Jeszcze jedno, przez ostatnie pół godziny mieliśmy słońce.

 

Odcinek ok. 13 km przepłynęliśmy w cztery i pół godziny.

 

Tym razem na mecie nie mieliśmy okazji legitymować się wizytówkami KiM-u, choć pamiątkowe zdjęcie pod groźnie brzmiącą tablicą zrobiliśmy.

 

Było fajnie, a jestem pewien, że Otwock, razem z Józefowem dzisiaj fetują tę urokliwą i emocjonującą wycieczkę.

 

Marek (jedyny z lewego brzegu Wisły)

Relacja Milimetra jest tutaj