Wyprawy i inne



 

Szwedzkie wakacje - Szlak Värensleden (2009-08-02 - 2009-08-14)


Członkowie wyprawy:
- Marek Mazur (MM)
oraz: Maruchy, Dropsie, Anka, przyjaciele


Szwedzkie wakacje

W połowie lipca nieoczekiwanie okazało się, że będę miał urlop w pierwszej połowie sierpnia i zacząłem intensywnie szukać towarzystwa do popływania w tym czasie.
Dowiedziałem się, że Marucha  organizuje spływ w Szwecji i wyraźnie ucieszył się słysząc moje nieśmiałe pytanie, czy mógłbym dołączyć się do jego spływu.
Okazało się później, że dołączenie do ekipy Ani Siudut i mojej osoby, wpłynęły na decyzję Maruchy o realizacji, w drugim tygodniu wyprawy, programu pływania morskiego. Zestaw trzech osób z doświadczeniem morskim, jedna przedstawicielka młodzieży i jeden orzeł górski, stworzyło ekipę do pływania po Szkierach w okolicach Karlskrony.

W pierwszym tygodniu sierpnia Marucha zaplanował spływ szlakiem Värenseden, czyli ciągiem jezior rynnowych oraz najbogatszą w łososie (http://www.youtube.com/watch?v=1XlvEI1FDSo) rzeką położoną w południowej Szwecji o nazwie Mörrumsĺn. Rzeka ta ma odcinek górski o skali trudności opisanej jako WWII. Mamy płynąć szlakiem przepływającym przez Smĺland, jeden z trzech regionów Wschodniego Götalandu, znanego też jako królestwo szkła kryształowego.

Na starcie  okazało się, że większość uczestników będzie spływać kanadyjkami (jak przystało na stałych uczestników Dropsiowych spływów). Spływ rozpoczynamy od jeziora Asasjön wodując sprzęt w wiosce Asa, położonej na północ od dużego miasta Växjö. Uwage naszą zwrócił niski parowiec pasażerski, pamiętający lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku.
Aż do jeziora Helgasjön otaczającego Växjö płyniemy jeziorami, biwakując głównie na polach biwakowych z toaletami i pitną wodą oraz skrzyneczkami na wrzucenie określonej opłaty. Szlak urokliwy zalesiony na brzegach, pod drodze śluza, wieża widokowa, zamek.
Za Växjö rozpoczyna się odcinek rzeczny. Początkowo zamierzałem zakończyć tę część spływu w Växjö, ale widząc sympatyczną atmosferę w grupie i ulegając namowom Dropsia, zdecydowałem się na spływanie rzecznego odcinka szlaku kajakiem morskim, w efekcie czego, na kamienistym odcinku górskim przez kilkaset metrów przeprowadzałem kajak brodząc w rzece.
Tutaj muszę wtrącić, że do tej pory Dropsia znałem jedynie z korespondencji internetowej, nawiązanej dzięki naszej aktywności na stronie „kajak.org.pl”.
Odkryłem też nowego Maruchę – Pomysłowego Dobromira. Przywiózł on na spływ własnoręcznie uszyte tipi oraz blaszaną kuchnię przystosowaną do palenia patykami, zaopatrzoną w otwory powietrzne wokół paleniska, które miały różnorodne, fantazyjne kształty, w tym oczywiście renifera. O pracochłonność wykonania tego cuda nawet nie pytałem.
Rzeczny odcinek trasy był bardzo ładny, tyle, że jak na mnie, to miał za dużo długich przenosek. Całe szczęście, że tuż przed wyjazdem kupiłem wózek.
Piątego dnia spływu, na jeziorze Salen odłączam się od grupy, aby dotrzeć na start Maratonu w Dalsland.
Dopływam do miejscowości Alvesta, zostawiam kajak na brzegu jeziora i kombinowanymi środkami lokomocji (pociąg, autobus, pieszo) docieram do samochodu. W kasach przechodzę przyspieszony kurs wymowy języka szwedzkiego i dowiaduję się, że nie ma żadnego Waksjo, tylko jest Wekse.
Bardzo mi się na tej części wyprawy podobało, że wszystko było zaplanowane, zarządzane, a ja mogłem spokojnie konsumować. Jak to dobrze, że w gronie znajomych mam Maruchę.