Wyprawy i inne



 

Wprawki grenlandzkie na Bałtyku - cz2 (2009-04-27 - 2009-04-28)


Członkowie wyprawy:
- Marcin Chodorowski (MC)


Po weekendowym odpoczynku w domu wróciłem z kajakiem do Jastrzębiej Góry. Tym razem  przywiozłem najnowsze dzieło Tomasza. Jeszcze pachnący kajak grenlandzki, który został zbudowany dla naszego kolego. W porównaniu do KiM-owskich szkoleniowych grenlandczyków, ten kajak można już określić jako rasową łódkę. Podczas mojego dwudniowego pobytu nad morzem postanowiłem ją przetestować. Każdego dnia do dyspozycji miałem jedynie 2-3 wieczorne godziny.

 

Pierwszego dnia morze było bardzo spokojne. Wieczorami wiał ciepły  wiatr (16 st.C) z kierunku południowo-wschodniego. Miejscami pojawiały się niewielkie fale. Jednym słowem, idealne warunki aby oswoić się z nowym kajakiem. Miałem zamiar poćwiczyć różnego rodzaju eskimoski, ale woda o temperaturze 6 stopni nie zachęcała mnie do kąpieli. Zamiast  chlapać się w zimnej wodzie, wybrałem wariant turystyczny czyli trasę Jastrzębia – Władysławowo - Jastrzębia. Jak już pisałem w mojej poprzedniej relacji – zachody słońca podziwiane podczas wiosłowania mają w sobie magiczny urok. Tak było również i tym razem.

 

Następnego dni na morze wyszedłem już o 17:00. Wiał wiatr południowo-wschodni w skali od 2 do 3B. Za cyplem, w kierunku Władysławowa pojawiły się fale charakterystyczne dla 2-ki. Zrobiłem kilka eskimosek  i popłynąłem znaną mi już trasą. Tym razem mogłem przetestować kajak na falkach. Po pewnym czasie nabrałem większej śmiałości i zacząłem „tańczyć na falach”. Właściwości nowego NG zrobiły na mnie wrażenie choć nadal czułem, że jeszcze dużo czasu upłynie zanim będę mógł poczuć się w takiej łódce swobodnie. Przecinałem fale nadchodzące ze wschodu. Ciepły wiatr nanosił wodny pył na moją twarz. Aby się nie wychłodzić założyłem czepek i rękawiczki. Tuilik zapewniał mi komfort termiczny. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. W drodze powrotnej wiatr trchę zelżał i morze się uspokoiło. Tylko od czasu do czasu pojawiały się jakieś niewielkie fale. Postanowiłem dopłynąć do znanej mi bojki z czarną flagą, którą pozostawili rybacy żeby oznaczyć rozstawione sieci. Wyjąłem aparat fotograficzny, odłożyłem wiosło i skupiłem się na wybraniu odpowiedniego kadru. W pewnej chwili usłyszałem szum i poczułem uderzenie fali w burtę. Wszystko wydarzyło się jak na zwolnionym filmie. Wylądowałem w wodzie, ręka odziana w rękawiczkę ześlizgnęła się z wiosła a fartuch w niewiadomy sposób zsunął się z kołnierza kokpitu.

 

Co było dalej? Analizę tego przypadku zamieszczę na naszej stronie w zakładce Bezpieczeństwo. Czekam na materiał filmowy, który nagrał jeden z plażowiczów. Skończyło się na płynięciu na plecach i holowaniu zalanego wodą kajaka na dystansie ok. jednego kilometra. Po dotarciu na plażę widzowie zaproponowali mi zimne piwo. Podziękowałem, wylałem wodę z kajaka i popłynąłem do Jastrzębiej. W drodze powrotnej zrobiłem kilka zdjęć zachodzącemu słońcu i wylądowałem na znajomej plaży. Wieczór zakończyłem przy ognisku popijając zimne piwo. Jakoś nie miałem ochoty na rozmowę. Ciągle czułem rozkołys morza i ciepły wiatr na mojej twarzy.

 

Marcin